Tuesday, February 13, 2018

False teeth/Sztuczne zęby

Almost every morning my husband would listen to the radio. The news are always bad. Big corruption scandal in Sicily. 59 percent of Italians are worried about the increasing number of African migrants. Italy has EU's highest lever of youth unemployment. In the last few years 509 000 Italians left their homeland.
thelocal.it

G. is a veterinarian. Since her son was born, G. works part-time, but recently she got an offer from a veterinary clinic in Bari. „It's full-time but with no contract again!” - She said. „I would be given only 400€ per month. Less than 5€ per hour!” I was shocked. Why, the graduates are earning less than the cleaners! The election will be held on March 4.

We should vote Power to the People!” - Someone told me. He doesn't agree that privileges deriving from communism are harmful for the economy. But people will probably vote Forza Italia. Berlusconi knows that even in hard times voters don't want renunciation, and promised that Italian state will pay for dental implants which last forever.

Prawie każdego ranka mój mąż słucha radia. Wiadomości są zawsze niedobre. Wielki skandal korupcyjny na Sycylii. 59 procent Włochów niepokoi rosnąca liczba emigrantów z Afryki. Włochy mają najwyższy w Unii poziom młodych bezrobotnych, w ostatnich kilku latach ponad pół miliona młodych ludzi opuściło ojczyznę.

G. jest weterynarzem. Odkąd urodziła dziecko, pracuje na pół etatu, ale ostatnio dostała ofertę z prywatnej kliniki w Bari. „To pełny wymiar godzin, ale znów zero umowy!” - mówi. „Zarobiłabym 400 euro na miesiąc, mniej niż 5 euro za godzinę!” Byłam zaszokowana – magistrowie zarabiają mniej od sprzątaczek! 4 marca odbędą się wybory.

Ludzie powinni głosować na Władzę dla ludu!” - powiedział ktoś. Nie zgodził się, że przywileje rodem z komunizmu szkodzą ekonomii. Ale ludzie zagłosują pewnie na Forza Italia. Berlusconi wie, że nawet w ciężkich czasach wyborcy nie chcą wyrzeczeń, i obiecał że włoskie państwo zapłaci za implanty zębowe, które starczą na wieki.

Friday, February 2, 2018

Black and white/Czarno białe

I agree with Munia Khan who said that ageing is not our fault, but we certainly are guilty of feeling it. In the photo I've found on the internet the man in his (probably) sixties is observing two women. Young and slim, with beautiful long legs they have something which he's missing. They are special. Their youth and beauty is attracting. 

People are looking at them, desire their company… Being special means being admired for it. We all want to feel important, “big” and happy, but… The black and white image was taken (probably) in the 1970s. Long legged girls had lost their “speciality” and “swapped” their place with the sixty-year-old man. Are they delusional?

They could be – beauty is important. So is the power we have over others, the number of our friends... Old age is a regret, they say. Once good looking, you are loosing what made you highly desired person. It was inevitable, so you sit calm on your bench, and observe the young and lucky ones. Knowing that in reality nobody is “special”…

P.S. The photos of beautiful woman taken in the early 1970s.

Zganiam się z Munią Khan która mówiła, że starość nie jest naszą winą, ale z pewnością czyni nas winnymi. Na zdjęciu które znalazłam w internecie mężczyzna (zapewne) koło sześćdziesiątki obserwuje dwie panie. Młode i ładne, z długimi, zgrabnymi nogami mają coś, czego mu brakuje. Są wyjątkowe. Uroda i młodość przyciąga.

Ludzie patrzą na nie, pożądają ich towarzystwa… Bycie wyjątkowym oznacza podziw. Wszyscy chcemy być ważni, szczęśliwi, “wielcy” ale… Czarno-biała fotografia została zrobiona (chyba) w latach 70. Długonogie dziewczęta straciły “wyjątkowość” i zamieniły miejscami z sześćdziesięciolatkiem. Czy stały się zawiedzione?

Mogło tak być – uroda jest ważna, tak samo jak władza nad innymi, liczba znajomych… Starość to żałowanie, mówią. Dawniej urodziwy, tracisz to, co czyniło cię bardzo pożądaną osobą. Nie ma to rady, więc siedzisz spokojnie na ławce, obserwując młodych szczęściarzy. Wiedząc, że tak naprawdę nikt nie jest “wyjątkowy”…

P.S.Zdjęcia pięknej kobiety zrobione w latach 70.



Sunday, January 21, 2018

The last attempt/Ostatnia próba

I like meme photos my husband's colleagues are sharing at work - like the one of laughing R. It says: “When they were trying vainly to steal your car for the third time.” After the last attempt R. is biking to work. He understood that leaving his new car in a parking was bad idea. “Nobody is stupid here!” - Italians use to say. 

V.'s bikes got stolen seven times. A.'s apartment was robbed three times. Bari has sort of reputation and at the beginning I felt a bit unsafe here. Then I lost my electronic card (I supposed it was stolen) and got false 20€… Only to learn that it's not the end of the world. After my “baptism” I understood that the fear was much worse that the “crime” itself.

Besides, things like that can happen even in “sleepy” Basilicata. A widow realized that her house was robbed. Thieves searched for anything valuable, but instead of leaving dresser drawers in total disarray, they placed her clothes in bed, nice and tidy. Before disappearing they left the stolen key in the commode. How brave:)

Lubię zdjęcia meme, które koledzy męża robią w pracy – jak to z roześmianym R. Pisze tam: “Kiedy po raz trzeci bezzskutecznie próbują ukraść ci samochód.” Po ostatniej próbie R. dojeżdża do pracy rowerem. Pojął, że zostawianie nowego auta na parkingu to zły pomysł. “Nie ma tu głupiego!” - mówią Włosi.

V. siedem razy kradziono rowery. A. okradziono mieszkanie trzy razy. Bari ma swoją reputację z początku niepewnie tu się czułam. Potem straciłam kartę do bankomatu (myślę, że ją skradziono) i dostałam fałszywe 20 euro reszty… I pojęłam, że to nie koniec świata. Ten “chrzest” mnie nauczył, że strach był gorszy od “przestępstwa.”

Poza tym, takie rzeczy zdarzają się nawet w “zaspanej” Basilicacie. Wdowa odkryła, że jej dom obrabowano. Złodzieje szukali kosztowności, ale zamiast wyrzucać wszystko z szuflad, ładnie układali ubrania na łóżku. Wychodząc, zostawili skradziony klucz na komodzie. Mili ludzie:)


Sunday, December 3, 2017

An artist/Artysta

Stephen King's Carrie was rejected 30 times. Margaret Mitchell’s Gone With the Wind, 38.- D.Barnett wrote insisting that unpublished books don't make you a failed author. I'm not a quitter – despite announcing that writing is for fun, I submitted my book to a (new) publishers, and something happened. I got THAT email.
theguardian.com

I wrote a brilliant book, they said, but in the next paragraph “the dream” ended. I should pay to publish my novel (it's called: partially financed). But I don't give up hope… and wrote another book – in Italian. Children's story with my illustration. Few weeks ago I got an actual phone call! Nice lady from published house really praised my book.

We talked about my agreement. The editor will provide great distribution of my book, and will arrange publicity… Everything for 3300€. “I'll write a blog post about it!” - I said to Angelo. “Sure. Say: an artist like me doesn't pay for publishing, but is getting paid for his writing!” - He joked. Very funny:)

Książka 'Carrie' Stephena Kinga została odrzucona 30 razy. 'Przeminęło z wiatrem' Margaret Mitchel 38 razy” - napisał D.Barnett twierdząc, że niewydane utwory to nie pisarska porażka. Nie jestem z tych, co się poddają – pomimo obwieszczenia, że pisanie jest dobre do zabawy wysłałam moją powieść do (nowych) wydawców. Coś drgnęło – otrzymałam TĘ wiadomość.

Moja książka jest świetna, pisali, ale kolejny akapit zakończył to “marzenie”. Oczekiwano płacenia za wydawanie (nazywa się to współfinansowaniem). Nie porzuciłam nadziei i znowu coś napisałam – po włosku. Historia dla dzieci z moimi ilustracjami. Kilka tygodni temu do mnie zadzwoniono! Miła pani z wydawnictwa pochwaliła książkę.

Rozmawiałyśmy na temat kontraktu. Wydawca zapewniał imponującą dystrybucję, miał zadbać o reklamę… Wszystko za 3300 euro. “Napiszę o tym posta!” - rzekłam do Angelo. “Pewnie. Powiedz: taki artysta jak ja nie płaci za wydawanie, tylko dostaje pieniądze za swoje pisanie!” - żartował. Bardzo śmieszne:)

Saturday, November 11, 2017

Every minute/Każda minuta

I'm at an age where your friends ask if you still got your period. Where the hairdresser is checking if your grey hair need to be cover. Where at the lingerie shop you're joking “Bras for saggy breast please!” This is what 40 looks like… Not that young any more, just a housewife who doesn't bring money, but can relax while everyone is running somewhere.
photo credit Lauren Doungey

You need a time off from your thankless job. “I'm watching this mom on YouTube” - I said to A. “She would film herself in pyjamas, or her playing children...” But women bloggers don't only talk about their love of coffee, but try to see things from different perspective. Like stretch marks: instead of hiding, one could celebrate it with lightning glitter!

All bodies are beautiful!” - They say. “We're all perfect in our own little ways.” It's true – nobody is “trapped” in an average woman's body. In your 40s you (hopefully) know who you are. The wrinkles are the lines of life where nothing can stop you but yourself. It's a good reason to stop wasting time on YouTube. Every minute counts!

Jestem w wieku, kiedy znajome pytają, czy masz jeszcze okres. Kiedy fryzjer sprawdza, czy trzeba pokryć twoje siwe włosy. Kiedy w sklepie z bielizną żartujesz, że szukasz stanika dla opadających piersi. Tak oto wygląda czterdziestka… Nie taka znowu młoda, zwyczajna gospodyni, która pieniędzy nie zarabia, ale relaksuje się, gdy inni gdzieś pędzą.

Trzeba odpocząć od niewdzięcznej pracy. „Oglądam tę mamę na YouTube!” - rzekłam do A. „Filmuje siebie w piżamie albo własne dzieci...” Ale blogujące panie nie rozprawiają tylko o miłości do kawy, starają się pokazać rzeczy z innej perspektywy. Na przykład rozstępy: zamiast ukrywać, można je uczcić, smarując srebrzystym glitterem!

Wszystkie ciała są piękne!” - mówią. - „Jesteśmy doskonali w nasz własny mały sposób.” To prawda – ciało przeciętnej kobiety to nie żadna pułapka. W okolicy czterdziestki wiesz kim jesteś (oby). Zmarszczki to linie życia, w którym nic cię nie może powstrzymać, oprócz siebie samego. Dobry powód, żeby nie tracić czasu na YouTube. Każda minuta się liczy!

Sunday, October 22, 2017

Un homme debout

How about the asylum seekers?” - Someone asked me last summer in Poland. “I saw in the TV that they arrive in Italy almost daily”. I said that there are black people asking for money in front of every shop or cafe. „It's a good job that our government doesn't want refugees!” - She told me. Polish politicians insist that Muslim migrants could be a ticking bomb.
 barenakedislam.com

They could bring „a wave of agression especially towards women”, and carry dangerous parasities… A black man walked into a bar. His clothes looked like an old pyjamas. „Ciao, bello!” - The bar staff smiled. „Ciao, Gino!” - He said giving him 50€. „I've got no change!” - Gino said, but he insisted to pay for previously not paid beer.

Suddenly he wasn't „illegal.” He become a person, like in the song Un homme debout:
Despite all my problems/I remain a man standing
Pray that I get over it/Pray that I feel better
Don’t throw the fault at me/Don’t close the door on me (lyrictranslation.com)
A good Christian is someone who helps, not necessarily by accepting refugees” - Polish minister said. Does he?

P.S. It says: “Today refugees, tomorrow terrorists.”

Jak tam z uchodźcami?” - zapytał ktoś zeszłego lata w Polsce. „Widziałam w telewizji, że napływają do Włoch codziennie.” Powiedziałam, że przed każdym sklepem czy kawiarnią stoi ciemnoskóry, proszący o jałmużnę człowiek. „Dobrze, że nasz rząd ich nie chce!” - odparła. Polscy politycy twierdzą, że muzułmańscy emigranci to tykająca bomba.

Przenoszą groźne pasożyty, istnieje ryzyko fali agresji, zwłaszcza wobec kobiet… Do baru wszedł czarnoskóry mężczyzna. Jego ubranie przypominało starą piżamę. „Ciao, bello!” - uśmiechnął się barman. „Ciao, Gino!” - odparł, dając mu 50 euro. „Nie mam reszty!” - rzekł Gino, ale on nalegał, żeby zapłacić za wzięte na kredyt piwo.

Nagle nie był już “nielegalny” - stał się człowiekiem, jak w piosence Un homme debout:
Mimo wszystkich męczarni wciąż pozostaję człowiekiem
Módlcie się za mnie bym dalej był/Módlcie się, bym dobrze się czuł
Nie zrzucajcie na mnie win/Nie zamykajcie drzwi (tekstowo.pl)
Dobry chrześcijanin to ktoś, kto pomaga, a niekoniecznie przyjmuje uchodźców” - rzekła polska minister. Czyżby? 


Sunday, September 24, 2017

Maybe not/Może nie

I woke up at 6 a.m. in the morning, quite early for my standard. “I have to write a blog post” - I thought. “Or maybe not.” It's been a while that I'm pretty demotivated. I've been blogging for the last 5 years. I was passionate about it, I wrote post after post but I wasn't getting much traffic or comments. I know it's me to blame.

I visit other bloggers. The popular ones post the photos of their kids on Instagram and laugh on You Tube. They know how to capture an audience, use the power of Facebook but I don't envy anyone. I only share my links on Twitter sometimes. Sharing images of my family or commenting for the benefit of getting traffic is not for me.

Anyway, I've finished the blog post eventually. It took me ages: I was taking a break eating and so on – because it wasn't something I really wanted to do. Blogging is time-consuming, and I won't be doing it regularly anymore. I'm investing in something that my husband wouldn't call “art” but to me it means a lot! Wish me luck my dear not-commenting reader:)

Zbudziłam się o 6 rano, jak na mnie dość wcześnie. “Muszę napisać posta” - myślałam. “A może nie.” Od dość dawna brak mi motywacji. Bloguję od pięciu lat. Było to moją pasją, publikowałam wpis za wpisem ale nie przekładało się to na komentarze czy ruch na blogu. Wiem, że to moja wina.

Odwiedzam innych blogerów. Ci popularni upowszechniają zdjęcia dzieci na Instagramie, śmieją się na You Tube. Wiedzą jak przyciągnąć uwagę, korzystać z siły Facebooka. Nie zazdroszczę im i czasem dzielę się linkiem na Twitterze. Nie dla mnie pokazywanie zdjęć rodziny lub komentowanie w zamian za korzyść ruchu na blogu.

W każdym razie skończyłam pisać posta. Zajęło mi to wieki: robiłam przerwy, jadłam i tak dalej bo nie tym chciałam się zajmować. Blogowanie zabiera czas, nie będę już regularnie tego robić. Inwestuję w coś, czego mój mąż nie nazwałby”sztuką” ale dla mnie znaczy to bardzo wiele. Życz mi szczęścia, drogi niekomentujący czytelniku:)